-->

cover

cover

sobota, 19 lipca 2014

Gorąco, gorąco... Chłodnik!

Pewnie znów najpiękniejszy w Polsce jest lipiec nad wodą... Ja tymczasem też nad wodą, tyle, że nie w Polsce i chyba staję się powoli miłośniczką zimy, jako że lata u mnie nawet w nadmiarze, a temperaturą najchętniej obdzieliłabym kilka osób, żeby sobie móc spokojnie pooddychać ;) W ubiegłym roku o tej porze byłam u rodziców, biegałam boso po trawie, wyjadałam porzeczki prosto z krzaka, a moja Babcia robiła mi najlepsze na świecie kluseczki serowe :) Było też naturalnie mnóstwo pyszności mojej Mamy - w tym kotlet na powitanie, naturalnie hi hi hi :)






Było też kilka spacerów po Bielsku, fotka z Reksiem, pyszne lody z siostrą na starówce i fajny balkon wynalazłam:




Było bieganie po najprawdziwszej zielonej łące, z trawą do kolan i mnóstwem obłędnie pachnących kwiatów, było zbieranie  grzybów i chwila relaksu z widokiem na góry... Ognisko było i grill i śpiewanie :)




Były harce z niesfornym acz niezwykle fotogenicznym psem w ogrodzie i sesje kulinarne wśród kwiecia:






Było sporo pieczenia (tarta morelowa, szarlotka, tarta z porzeczkami i jagodami, muffiny jabłkowe, tarteletki z malinami....), kilka książek, dużo spotkań z rodziną i przyjaciółmi i wieczór z moim ulubionym ojcem chrzestnym, długie serdeczne rozmowy i  jak zwykle dobre wino, a do tego pyszna sałatka z kozim serem:




Wyciągnęłam też z szafy starego poczciwego Zenita i okazało się, że całkiem, całkiem się nam współpracuje... Nie będzie to dłuższa relacja, biorąc pod uwagę cenę negatywów, wywoływania odbitek i skanowania, ale kto robi analogowe zdjęcia, ten wie, że jest w nich magia i jedyny w swoim rodzaju urok... :












To był piękny i dobry czas, w dodatku z prawdziwie wakacyjną, cudną pogodą, a w nocy przed moim wyjazdem była nawet letnia burza. Siedziałam sobie na balkonie i oglądałam piorunujący spektakl na ciemnym niebie. To było przeżycie!
Tymczasem dziś mam dla Was przepis na chłodnik. Niby nic, prosta rzecz, ale trochę inna wersja. W oryginale z suszonymi płatkami róż :) Ja płatków nie mam, więc nie dodałam, wystarczyła mi ciekawa koncepcja połączenia ogórka z rodzynkami i uprażonymi włoskimi orzechami. I to jest bardzo dobry pomysł! Na mały chillout na tarasie, żeby odetchnąć w upał - chwila roboty, proste składniki, a przyjemność spora. Spróbujecie?


Chłodnik perski
 (4-6 porcji)

1/2 szklanki orzechów włoskich, uprażonych na suchej patelni i drobno posiekanych
2 szklanki jogurtu naturalnego
1 i 1/2 szklanki bardzo zimnej wody
1/2 szklanki rodzynek
1 szklanka ogórków, obranych ze skórki, pokrojonych w drobną kostkę (2-3 sztuki)
1/4 szklanki posiekanej mięty
1/4 szklanki posiekanego koperku
1/4 szklanki posiekanej pietruszki
sól, pieprz

Jogurt mieszamy z wodą, dodajemy resztę składników, doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Chłodzimy w lodówce przynajmniej godzinę. Przed podaniem możemy udekorować listkami świeżej mięty, albo inną zieleniną. To wszystko :)












sobota, 12 lipca 2014

Wypiekanie na śniadanie i greckie bułeczki z fetą.

Nie przewidywałam włączania piekarnika przez kilka najbliższych dni, bo temperatury piekielne, ale już od jakiegoś czasu chciałam się przyłączyć do "Wypiekania na śniadanie" organizowanego przez Małgosię. To fajna weekendowa akcja, podczas której blogerzy, choć nie tylko, pieką coś według jednego przepisu, a zdjęcia i linki zamieszczają potem na Facebooku. Na ten weekend Małgosia wybrała wyjątkowo smakowity przepis - greckie bułeczki z serem feta. Co prawda drożdżowy wypiek nadziewany w moim wykonaniu jest daleki od mistrzostwa (przynajmniej wizualnie hi, hi...), ale uwierzcie, bułeczki są pyszne i warto sobie je zaserwować na weekendowe śniadanie :) A w domu jak pachnie... :)




A oto i przepis na te smakowitości z bloga Pracownia Wypieków :

Tiropsomo - greckie bułeczki z fetą

300 g mąki pszennej
1 łyżeczka soli
20 g świeżych drożdży lub 1 łyżeczka drożdży instant (użyłam 1,5 łyżeczki drożdży instant)
5 łyżek ciepłej wody (użyłam 6)
1 łyżka cukru lub miodu
4 łyżki oliwy (użyłam 5)
120 ml ciepłego mleka

topione masło do smarowania bułeczek
270 g sera feta, rozgniecionego widelcem (użyłam 250 g)

do posmarowania: 1 żółtko wymieszane z 1 łyżeczką wody
do posypania: 2 łyżki sezamu (użyłam ziół prowansalskich, to był świetny pomysł)

Mąkę łączymy z solą i drożdżami instant (świeże drożdże najpierw mieszamy z ciepłą wodą, a potem dodajemy do mąki). Dodajemy miód/cukier, oliwę, mleko. Łączymy i zagniatamy gładkie ciasto. Następnie przekładamy je do miski lekko posmarowanej oliwą, przykrywamy folią i odstawiamy do wyrośnięcia na godzinę lub dwie. Potem dzielimy ciasto na cztery części, każdą z nich rozwałkowujemy na prostokąt o szerokości 6 cm i grubości 3 mm. Na środku kładziemy ser i dokładnie zlepiamy brzegi tworząc wałek, a potem zwijamy go w ślimaka. Bułeczki lekko smarujemy masłem, przykrywamy folią i odstawiamy do wyrastania na 40 minut. Piekarnik nagrzewamy do 200 stopni. Wyrośnięte ślimaki smarujemy żółtkiem z wodą i posypujemy sezamem. Pieczemy 30 - 35 minut, aż się zrumienią.